Kuzyn zamordowanego Łukasza w Berlinie ma problemy ze śledczymi z Niemiec

Kuzyn zamordowanego Łukasza U. przez terrorystę w Berlinie zmaga się z problemami czy MSZ pomoże

 

Właściciel samochodu ciężarowego uprowadzonego przez terrorystę do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie, stoi w obliczu niepewnej przyszłości finansowej.

Dwa miesiące po ataku na jarmark świąteczny, w którym Anis Amri wjechał w spacerujących tam ludzi, jego ciężarówka została rozładowana.

W wyniku rozładunku, ponad 20 ton stali konstrukcyjnej zostało sprowadzone do ThyssenKrupp na Friedrich-Krause-Ufer w poniedziałek rano z komisariatu na Ruppiner Chaussee w Heiligensee. Wtedy przyczepa została eskortowana z powrotem na policję, gdzie wciąż stoi. Pojazd nie został jeszcze wydany przez śledczych.

W dniu 19 grudnia ciężarówka została uprowadzona przez terrorystę. Zgodnie z obecnym stanem rzeczy, Amri zastrzelił polskiego kierowcę Łukasza U., a następnie wjechał nią w ludzi przebywających na świątecznym jarmarku w Berlinie.

W ataku zginęło w sumie dwanaście osób, a 48 zostało częściowo lub poważnie rannych. Do tej pory ofiary i krewni otrzymali około € 203.000 odszkodowania od rządu federalnego. Ponadto jak dotąd odnotowano 51 wniosków od krewnych ofiar oraz ocalałych w tym zamachu.

 

Tymczasem polski spedytor – Ariel Żurawski boi się o swoją przyszłość. On nie jest ofiarą ani bliskim krewnym, jak wdowa po Łukasza U. Jednak oprócz tego, że stracił swojego kuzyna, grozi mu także niepewna przyszłość. „Czuję się sam”, powiedział Żurawski jednemu z niemieckich dzienników.

Musiał on na przykład walczyć o to, żeby ciężarówka która był zaangażowana w dochodzeniach policyjnych przez dwa miesiące, została rozładowana. „To było zagrożone karami umownymi,” powiedział adwokat Żurawskiego.

Polak powinien bowiem dostarczyć stal konstrukcyjną dla austriackiej firmy. Kary te są należne w celu zapewnienia uzgodnionej usługi.

Tym samym, Żurawski ma problemy z jego małą firmą spedycyjną. Pojazd, którym terrorysta wjechał na jarmark bożonarodzeniowy był nowy i nie został jeszcze spłacony. „27 miesięczne stawki są wciąż otwarte”, powiedział mężczyzna.

Kiedy niemieccy śledczy całkowicie rozładują samochód, tego jeszcze nie wie. Potem ciężarówka zostanie przekazana polskim badaczom.

„Mój klient obawia się, że z ofiary stanie się sprawcą”, podkreślił jego prawnik.

„Nie wiem, czy firma ubezpieczeniowa coś zapłaci”, mówi Żurawski. Jeśli roszczenia odszkodowawcze były przypisane do niego, jego firma była w stanie pogotowia. Zlecenia dla nowego samochodu ciężarowego zostały już odwołane. „Ja nie wiem, co obecnie finansowo do mnie należy”, kontynuował Żurawski.

Klaudia S.

21 lutego 2017
Czytaj inne artykuły w dziale Felietony

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*